albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS

słodko-kwaśny

niedziela, 08 września 2013

Jako że natura nie znosi próżni bardzo szybko w miejsce pracy, której już nie mam, pojawia się alergia, którą nagle mam. Od środy. To znaczy prawdopodobnie mam już jakiś czas (co najmniej trzy miesiące, choć po prawdzie to pewnie kilka lat), ale od środy mam diagnozę.

Nie żeby mnie to specjalnie radowało, zwłaszcza, że, tak się składa, na leki pierwszego rzutu - a jakże! - też jestem uczulona. Liczę natomiast, że coś da się wymyślić, daję szansę lekarzowi nr 5, bo robi lepsze wrażenie niż lekarz nr 6 (chociaż to lekarz nr 6 pokazała też, że poza poradzeniem sobie z problemem nr 1 można też przy okazji poradzić coś na problem nr 2, który to chronologicznie powinien być numerem 1, zdecydowanie.).

Poza wszystkim - na horyzoncie wesele. Czy kogoś dziwi moje niespokojne oczekiwanie na koniec lata?

czwartek, 05 września 2013

Ale, ale, nie ma się co rozczulać, wszak trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe.  To sięgam. Rąk mi brakuje z tego wszystkiego, bo sama nie wiem, w którą stronę mam sięgać. A przegapić byłoby głupio. Stąd macham łapami opętańczo, co mogłoby przywodzić na myśl nierówną walkę z chmarą upierdliwie nagryzających powłoki skórne meszek (nie upiorniejszego nie przyszło mi do głowy).

Będzie mi brakowało odjazdowej bryki (tankowania za bezdurno też, nie ukrywam).

Ludzi mi będzie brakowało. 

Otrzepuję jednak poszarpane skrzydła, poddaję się rekonwalescencji, zbieram siły. Za zakrętem nowe. 

ZNOWU.

środa, 13 marca 2013

Ruszam do miasta, gdzie w centrum handlowym trafiłam raz, a potem wracałam kilka razy do całkiem sprawnej fryzjerki, która potrafiła sobie z moją niesforną burzą poradzić. Byłam zadowolona. Teraz nie jestem, bo nie ona mnie cięła, poza tym pióra już trochę odrosły, więc chciałam skorzystać z okazji. 

Do centrum handlowego wchodzę, pruję prosto, jak po sznurku w wiadome miejsce i... odbijam się od zamkniętych drzwi. Salon zamknięty, po fryzjerce ani widu ani słychu. I co robi Żaba? Na małe pół godziny zapomina o mocnym postanowieniu poprawy w kwestii puchnących, przyrastających w postępie geometrycznym stosów nieprzeczytanych książek, wchodzi niby nigdy nic, niby rozgląda się za urodzinowymi prezentami, trafia do półki weź 2 zapłać za 1, i w poczuciu tak klęski, jak i dokonania naprawdę świetnego biznesu, wychodzi objuczona siatką z 4 książkami i przecenionym kalendarzem, który się świetnie sprawdzi do bieżących, pracowych notatek.

Znów spełzły na niczym moje próby przedzierzgnięcia się w istotę kobiecą. Orka na ugorze, powiadam Wam.

poniedziałek, 25 lutego 2013

to doprawdy pikuś przy okolicznościach, które na mnie czyhają zza każdego rogu. Personifikują się w postaci brzydkich, uczochranych kobiet, w podartych łachach i koniecznie z brodawką na nosie. I wyciągają do mnie kostropate paluchy i nie ma przed nimi ucieczki. I zniknąć też się nie udaje (choć przecież próbowałam).

Jedno, co dobre, ta wiosna idzie, mówcie, co chcecie. Wczoraj pod prysznicem zaśpiewała mi się SCOBem w głowie. Uśmiechnęła na chwilę. Dziś ją znalazłam w powiewie cieplejszego powietrza, co to już inaczej pachnie niż choćby trzy dni temu. 

środa, 20 lutego 2013

Już prawie, prawie uwierzyłam w wiosnę. Już powietrze pachniało inaczej. Już czasem dało się zauważyć coś jasnego w dniu. W życiu? Też. Trochę. Mały błyski, ale dość, by się uśmiechnąć. Raz, czy drugi. 

I na to wszystko śnieg. No doprawdy, ponury żart.

Pada kolejny dzień.

Ale przecież kiedyś przestanie.

 
1 , 2 , 3 , 4