albo się nie uda...

gorzki

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Kocyk, piżama, szlafrok, ciepłe skarpety.

Szklanka cydru. Chipsy - nawet otworzyłam, ale jakoś nie mam ochoty.

Miał być netflix, a jest m jak miłość, guilty pleasure. 

~~~

Miałam być dziś na niedużej, swojskiej imprezie. Jeszcze przed świętami się na nią cieszyłam i naprawdę miałam ochotę, co przecież do mnie tak niepodobne. Ale przyszły święta, a ja schowałam do skorupy i chcę w niej jeszcze trochę posiedzieć. Sama.

~~~

Pod ręką kalendarz, a ja mam blokadę, żeby się nawet myślą nie zbliżyć do podsumowania tego roku. Tak bardzo się boję.

Styczeń, gdy fajrant pracy w Hey, U, korpo, które przygarnęło mnie, przeżuło i wypluło na wycieraczce poradni zdrowia psychicznego. (oraz Donostia i nowa życia rola - madriny)

Luty, gdy ze strachem i trochę radością zaczęłam nową pracę. I drugą nową pracę też. 

Marzec, gdy już tak bardzo się bałam, gdy szpitale, SORy, telefony do lekarzy, hospicjów, i przyjaciół. Wariowałam ze strachu i niemocy. Do dzisiaj mam poczucie, że nie zrobiłam wszystkiego, że trzeba było... nie wiem, co. Coś.

Kwiecień, gdy śmierć wcale nie okazała się końcem kłopotów ze zdrowiem.

Maj, gdy trzeba było wrócić do życia, a tak bardzo nie wiedziałam jak. Maj, gdy odkryłam w sobie zwierzęcy skowyt.

Czerwca nie pamiętam.

W lipcu znów zostałam chrzestną. I nic więcej nie pamiętam. Było gorąco.

Sierpień z weekendem na kajakach, całe moje tegoroczne wakacje, i rocznicą wesela nad jeziorem.

Wrzesień, gdy Mama spadła z tarasu i nie pojechałyśmy na wakacje.

Październik? Nie przypominam sobie.

Listopad? Nie rozumiem.

Grudzień? Pierwsze Święta. A ja wciąż czekam, aż On wróci. Oraz odkrywam, że inna, lepsza, prawdziwsza, pełniejsza żałoba, może już nigdy nie przyjść. Może innej żałoby niż ta moja, taka niedoskonała, niegodna, powstrzymywana, że innej żałoby może już nigdy nie być. I boję się tej myśli.

~~~

Wczoraj powiesił się mój nauczyciel muzyki z podstawówki. Ważny człowiek dla nastoletniej Marty. Najpierw szok, niedowierzanie, straszny smutek, to był młody facet, jeszcze nie miał pięćdziesiątki. A dziś słyszę, że to dlatego, że zostawiła go kochanka. I jestem wściekła. I nie umiem tego wytłumaczyć. Taka głupia, niepotrzebna śmierć.

~~~

2018 sprawił, że w mam w życiu mniej ludzi.  

Tata nie żyje, a Tomasz niegdyś przyjaciel, chyba postanowił się z tej roli wymiksować. 

A jak tak dalej pójdzie, to stracę następnych, i to z własnej winy. (Emila, przepraszam, daję dupy, i nie umiem... nie ogarniam. Przepraszam. Nawet nie umiem obiecać poprawy.)

~~~

Puenty nie będzie.

~~~

W 2019 chcę pojechać nad Dadaj. Raczej sama, chyba że... Ale raczej sama.

23:03, martuuha , gorzki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 marca 2014

Młody nie ma tej cierpliwości, której nabiera się z doświadczeniem. Nie ma zrozumienia, że i tak zmierzamy ku jednemu. Młodym zawsze się wydaje, że zbudują nowy, lepszy świat. Wszystkim młodym. Nowym młodym, starym młodym. A i tak wszyscy zostawiają po sobie taki świat, że nie chce się na nim żyć. Według mnie im szybciej z młodości się wyrasta, tym lepiej dla świata.

Wolność to tylko słowo, jak wiele takich słów. Nie znaczą, co chciałyby znaczyć, bo to niemożliwie. Za wysoko mierzą i dosięgły złudzeń.

Inna sprawa, że jeśli chodzi o słowa, między mężczyzną, a kobietą, coś się stało, nie sądzi pan? Jeden mi tu kiedyś powiedział, że są niepotrzebne i wymierają. Wiadomo, co mężczyzna, wiadomo, co kobieta, po co jeszcze słowa. Prawdziwe, nieprawdziwe, mądre, niemądre, zręczne, niezręczne, wszystkie bez wyjątku i tak do tego samego prowadzą. Więc po co?

Czytam: Traktat o łuskaniu fasoli - W. Myśliwski.

Jak to: po co? Po to, żeby cokolwiek. Żeby gdziekolwiek zaprowadziły. Żeby mądrze, żeby niemądrze, żeby zręcznie i niezręcznie. Żeby prawdziwie i nieprawdziwie. Żeby kobieta i żeby mężczyzna. Żeby cokolwiek. Żeby się chciało żyć. Bez słów? Bez słów nie ma niczego, niczego nie będzie. Mnie nie będzie i Ciebie też. A już na pewno: nas.

22:56, martuuha , gorzki
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 września 2013

Prawdziwy suspens jest wtedy, gdy idziesz do szefa z myślą, że rozmawiać będziecie o kolejach wdrażanego właśnie projektu, a zastajesz przy jego stole milczącą kadrową. I gdy tak bardzo starasz się zachować powagę i spokój, gdy szef mówi to, co mówi. I gdy odpowiadasz spokojnie "Ok, I understand", kiedy w rzeczywistości nie rozumiesz nic albo jeszcze mniej. Gdy uważnie czytasz podsuwane dokumenty, podpisujesz je, by już po chwili nie mieć bladego pojęcia, co zawierały. To znaczy z grubsza wiesz, ale równie dobrze mogłyby być wszystkim, bo nie odtworzysz ani pół zdania. I choć zawsze masz w kieszeniach i torebkach mnóstwo napoczętych paczek chusteczek, to akurat tym razem nie. Ani jednej.

Suspens jest wtedy, gdy okazuje się, że podpisanie obiegówki wymaga nieskończonych wędrówek korytarzami, których poznać nie zdążyłaś. I już nie zdążysz. Suspens to wtedy, gdy okazuje się, że zdobyć komplet podpisów na obiegówce jest jeszcze trudniej niż uruchomić dostępy do niezbędnych aplikacji, a mimo to trwa to znacznie krócej.

Oto suspens.

23:26, martuuha , gorzki
Link Komentarze (19) »
sobota, 20 lipca 2013

Znów przez jakiś czas będę mieć lęki odnośnie aut widzianych we wstecznym lusterku. Znów przez jakiś czas bardziej będę zważać, by jeździć wyspaną. Znów przez jakiś czas będę czuła większą niż zwykle wdzięczność, że jestem, i że tak naprawdę nikomu nic.

I tylko bardzo staram się nie myśleć, że do trzech razy sztuka, bo następny musiałby w takim razie być skuteczny. A chyba wolałabym, żeby jeszcze nie.

23:28, martuuha , gorzki
Link Komentarze (6) »
niedziela, 24 marca 2013

Urlopu. I wiosny. NATYCHMIAST!

20:03, martuuha , gorzki
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4