albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
sobota, 14 lutego 2015

Za dużo, by wracać. Za mało, by nie pamiętać.

22:02, martuuha
Link Komentarze (4) »
środa, 04 lutego 2015

No dobra - kalendarz Majów nam się wyczerpał jakiś czas temu. Przełom milenijny też nie dał spodziewanego efektu. Kiedy możemy mieć nadzieję na jakiś kolejny koniec świata? Ktoś coś wie?

20:44, martuuha
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 lutego 2015

Życie jak w motku szklanej waty - niby miękko, a boli.

Anna Janko

 

22:34, martuuha
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 stycznia 2015

Świat jest jeszcze mniejszy niż myślałam. Odkrywam zaskakująco splątane wątki w miejscach, gdzie nijak się tych supłów nie spodziewałam i wygłupiona jestem wobec tej wiedzy. Reinterpretacja bywszych czasów by się przydała. Ale czy będę umiała? Może zamiast tego, po prostu - zapomnieć? Gdybyż, ach gdybyż!

Ale nie można odsunąć wspomnień
jak lampkę wina.
Ten co powtarza co dzień "zapomnę",
nie zapomina. 

 

 

00:32, martuuha
Link Komentarze (9) »
środa, 21 stycznia 2015

Nie pływałam od... nie pamiętam kiedy. Nie przypominam sobie, żebym była na basenie od powrotu do Poznania, czyli na pewno ponad rok. Na pewno nie pływałam mieszkając w Krakowie - więc na pewno półtora roku.

Od dwóch tygodni się zbieram. Wczoraj w końcu był ten dzień. Zmobilizował mnie brak miejsca parkingowego na osiedlu. Zaparkowałam więc na chwilę na kopercie ppoż, odniosłam do domu zakupy, wskoczyłam w tankini i lecę! Korek. Ok, mam radio, lalala, spoko luz, przecież się cieszę, że jadę na basen.

To dojechałam. Niepokojąco ciasno na parkingu, ale nie zrażam się. Idę.

Na 6 torów cztery były zarezerwowane na potrzeby zajęć rekinków, kijanek, delfinków i żabek. Ok, myślę - są jeszcze dwa. Z czego jeden z pachołkiem "klienci indywidualni". No, to spoko. Jestem bardzo indywidualna, prawdaż. Widzę wprawdzie, że tutaj też jakieś pojedyncze lekcje się odbywają, ale jakoś damy radę. Jeszcze wchodząc spytałam jednego z instruktorów, potwierdził, że spoko. No, jednak nie. Chwilę później inny pogonił mnie w cholerę, tzn na jedyny pozostały, niezarezerwowany tor.

Szlag i wciórności! Chyba ze 12 osób na jednym torze. Cudze ręce, nogi, łokcie, pięty. Szalona plątanina. Wytrzymałam niecałe 40 minut. Zamiast spodziewanego relaksu - potęgujący się wkurw. Zamiast standardowego pakietu - 40 basen +ewentualna górka, raptem 23. Może bym jeszcze trochę wytrzymała, gdyby było mniej ludno i mogłabym kilka przepłynąć na plecach, odganiając widmo skurczu łydki. Ale nie. Nie to nie.

Wrócę w przyszłym tygodniu. Sprawdzając uprzednio grafik żabek, myszek, płaszczek i innych hipopotamów.

09:05, martuuha
Link Komentarze (8) »