albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
niedziela, 25 stycznia 2015

Świat jest jeszcze mniejszy niż myślałam. Odkrywam zaskakująco splątane wątki w miejscach, gdzie nijak się tych supłów nie spodziewałam i wygłupiona jestem wobec tej wiedzy. Reinterpretacja bywszych czasów by się przydała. Ale czy będę umiała? Może zamiast tego, po prostu - zapomnieć? Gdybyż, ach gdybyż!

Ale nie można odsunąć wspomnień
jak lampkę wina.
Ten co powtarza co dzień "zapomnę",
nie zapomina. 

 

 

00:32, martuuha
Link Komentarze (9) »
środa, 21 stycznia 2015

Nie pływałam od... nie pamiętam kiedy. Nie przypominam sobie, żebym była na basenie od powrotu do Poznania, czyli na pewno ponad rok. Na pewno nie pływałam mieszkając w Krakowie - więc na pewno półtora roku.

Od dwóch tygodni się zbieram. Wczoraj w końcu był ten dzień. Zmobilizował mnie brak miejsca parkingowego na osiedlu. Zaparkowałam więc na chwilę na kopercie ppoż, odniosłam do domu zakupy, wskoczyłam w tankini i lecę! Korek. Ok, mam radio, lalala, spoko luz, przecież się cieszę, że jadę na basen.

To dojechałam. Niepokojąco ciasno na parkingu, ale nie zrażam się. Idę.

Na 6 torów cztery były zarezerwowane na potrzeby zajęć rekinków, kijanek, delfinków i żabek. Ok, myślę - są jeszcze dwa. Z czego jeden z pachołkiem "klienci indywidualni". No, to spoko. Jestem bardzo indywidualna, prawdaż. Widzę wprawdzie, że tutaj też jakieś pojedyncze lekcje się odbywają, ale jakoś damy radę. Jeszcze wchodząc spytałam jednego z instruktorów, potwierdził, że spoko. No, jednak nie. Chwilę później inny pogonił mnie w cholerę, tzn na jedyny pozostały, niezarezerwowany tor.

Szlag i wciórności! Chyba ze 12 osób na jednym torze. Cudze ręce, nogi, łokcie, pięty. Szalona plątanina. Wytrzymałam niecałe 40 minut. Zamiast spodziewanego relaksu - potęgujący się wkurw. Zamiast standardowego pakietu - 40 basen +ewentualna górka, raptem 23. Może bym jeszcze trochę wytrzymała, gdyby było mniej ludno i mogłabym kilka przepłynąć na plecach, odganiając widmo skurczu łydki. Ale nie. Nie to nie.

Wrócę w przyszłym tygodniu. Sprawdzając uprzednio grafik żabek, myszek, płaszczek i innych hipopotamów.

09:05, martuuha
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 19 stycznia 2015

Było na wschód, było i na południe.

Polski bus jest dobry i tani. A może dobry, bo tani. Internet, zaiste jest. A miejscami także poczęstunek. Słabym punktem są współpasażerowie. Na przykład w drodze z Poznania do Wrocławia - para rozszczebiotanych studentek. O LOSIE! Nie, nie i jeszcze raz nie. Brak elementarnej kultury, który podsunąłby im pomysł dostosowania natężenia głosu do okoliczności, tak bym nie musiała słuchać o ich koleżance, która udawszy się na Sylwestra ze swym partnerem wyszła z niego w czułych objęciach z "tamtą rudą". O braku choćby śladowych oznak inteligencji już nie wspomnę. Dziewczątka gorąco żałowały, że nie zgłosiły się na casting do "Pamiętników z wakacji". Jedną z nich dręczyły bóle menstruacyjne, ale mimo przeczytania ulotki (dwukrotnie i na głos) zupełnie nie radziła sobie z przeliczeniem ile tabletek nospy może wziąć. Potem jeszcze długo szukała słowa na małą saszetkę, na klucze i dokumenty, zapinaną na biodrach (wątroba? żołądek?). Ani spać, ani czytać. Słuchać mimowolnie i załamywać ręce.

W Krakowie też padało. Nie AŻ TAK jak w Warszawie tydzień wcześniej, ale jednak.

Zdaje się, że dopiero co się stamtąd wyprowadziłam, a tu - niespodzianka! Zmieniona nazwa przystanku i zupełnie nieznane mi Centrum Kongresowe pojawiło się przy znanej trasie tramwaju nr 52. Prawie półtora roku.

Meldując się w niedzielę na facebooku "- w mieście Kraków, Polska" napisałam tylko: powroty. I sama nie wiem, czy bardziej to powrót do Krakowa, czy raczej z niego.

20:40, martuuha
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 stycznia 2015

Miało być jeszcze skromne podsumowanie teatralnych wybyć martuuhy, ale na razie nie będzie. Martuuha pakuje manatki i udaje się na wschód celem uprawiania dzikich harców w doborowym towarzystwie.

O teatrze może po powrocie. Chyba, że przywiozę lepsze (o ile nadające się do publikacji) tematy :)

Ahoj!

00:50, martuuha
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 stycznia 2015

Czyli to, na co czekacie :)

Pierwsza połowa roku była naprawdę niezła (jeden z niewielu pozytywnych aspektów korzystania z komunikacji miejskiej), w okolicach czerwca wydawało mi się nawet, że idę na rekord (pierwszych 18 pozycji pochodzi z tego okresu). Potem dostałam jednak jakiegoś czytelniczego zaparcia. Mocno urosła mi kupka książek napoczętych i, z takich czy innych powodów, odłożonych na bliżej niezdefiniowaną przyszłość (tutaj wśród tytułów: Męska plaga. Seks, pożądanie i kłopoty z prostatą, Na wschód od Edenu czy Sto lat samotności). Myślę, że ich los nie jest jeszcze całkiem przesądzony (w odróżnieniu od Llosy, który na dobre już kurzy się na półce i nie widzę szans ani powodów by do niego wrócić).

No dobrze, ale nie przedłużając: oto spis tegorocznych żabich czytanek:

  1. Pokolenie Ikea. Kobiety - Piotr C.
  2. Moja Trójka - Bartosz Janiszewski
  3. Myszy i Ludzie - John Steinbeck
  4. Pępowina - Majgull Axelsson
  5. Dziewczyna z zapałkami - Anna Janko
  6. Wieczór panieński - Iza Pietrzak
  7. Traktat o łuskaniu fasoli - Wiesław Myśliwski
  8. Anioły jedzą trzy razy dziennie - Grażyna Jagielska
  9. Geniusz i obsesja - Barbara Goldsmith
  10. Wyż nisz - Bartek Chaciński
  11. Mr Vintage rzeczowo o modzie męskiej - Michał Kędziora
  12. Zapiski na pudełku zapałek 86-91 - Umberto Eco
  13. Reisefieber - Mikołaj Łoziński
  14. Swoją drogą - Tomek Michniewicz
  15. Kwiat Kalafiora - Małgorzata Musierowicz
  16. Ida sierpniowa - Małgorzata Musierowicz
  17. Opium w rosole - Małgorzata Musierowicz
  18. Brulion Bebe B. - Małgorzata Musierowicz
  19. Nomen omen - Marta Kisiel
  20. Pan raczy żartować Panie Feynmann
  21. Bezcenny - Zygmunt Miłoszewski
  22. Długi film o miłości - Jacek Hugo-Bader
  23. Wnuczka do orzechów - Małgorzata Musierowicz

No dobra, to tyle suchej wyliczanki. O czym bym chciała w paru słowach? Otóż na plus:

  • (i tu będzie zaskoczenie) - Pokolenie Ikea. Kobiety. Dostałam w prezencie, z dużym przymrugiem oka, ale skoro już znałam bohaterów (;-)), to i tę część przeczytałam. I z przyjemnością zauważyłam, że tym razem książka nie jest już zlepkiem blogowych ścinków, polepionych cienką zaprawą, a całkiem zgrabnie skonstruowaną powieścią. Powiastką może. Ale konstrukcyjnie i warsztatowo znacznie lepsza. Nie znaczy to, że jakoś szczególnie polecam. Po prostu doceniam, że lepsza od poprzedniej.
  • Myśliwski - rewelacja. Trafiło mi w odpowiedni czas. Trochę się bałam, że okażę się dla tego autora zbyt głupia, ale jakoś dałam radę. Na półce na swą kolej czeka Widnokrąg.
  • Łoziński i jego Reisefieber - nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego po nią sięgnęłam. Nie przypominam sobie żadnej recenzji, nie słyszałam o niej od red. Nogasia, nie czytałam w sieci. Pewnie nie chodziło też o okładkę, bo jest dość surowa. A książka zrobiła wrażenie i mogę polecić.
  • Michniewicz - ale o tym już pisałam

Było też kilka rozczarowań:

  • Moja Trójka - bardzo, baaaardzo słabiutkie. Kiepsko napisane, niestarannie wydane, żadnych informacji, na które względnie lojalny słuchacz Trójki nie natknąłby się już co najmniej kilka razy. Nie warto.
  • Jagielska - wprawdzie nie czytałam poprzedniej książki, poprzedzającej "akcją" Anioły, ale zorientowana jako tako byłam. Nie. Próba sprzedania jakiejś intymności oddziału zamkniętego, trącająca tabloidem, a w rzeczywistości trochę wspomnień z pretensjami do literatury. Nie.
  • Hugo-Bader - i tutaj znów nie, nie, nie. Książka, która nawet nie stara się ukryć tabloidowych intencji autora. Miał być reportaż, miał być zapis z wyprawy po brata i przyjaciela. A z nieumiejętności wejścia w tę grupę, z niezrozumienia sensu i celu tego wszystkiego autor, odsunięty na boczny tor, nie zebrał na reportaż materiału. Mimo wszystko książkę chciał jednak wydać ($$$) więc nawtykał do niej jakichś informacji z czapy tudzież innej, pardon my french, dupy: a to o chorobie wysokościowej, a to o historii polskiego himalaizmu, a to o PHZ, od sasa do lasa, byle czymś wypełnić grube okładki tej książki. Wiele informacji się bez sensu powtarzało na kolejnych stronach. Ble i fuj. Było mi po jej przeczytaniu dość obrzydliwie. Nie polecam.

2015-ty zaczęłam nie literaturą, a językiem. A właściwie o języku rozmową. Bralczyk, Markowski Miodek w rozmowie z Jerzym Sosnowskim - Wszystko zależy od przyimka. I mocno zastanawiam się, po co sięgnąć dalej, żeby końcoworoczny zastój czymś przełamać. Może sięgnę po Murakamiego, który czeka na swoją kolej? w 2013 to on właśnie wybijał mi się ze statystyk, a, szczęśliwie, jeszcze nie wszystkie litery mu wyczytałam.

12:18, martuuha
Link Komentarze (10) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46