albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
piątek, 13 października 2017

Asia ostatnio odświeżyła bucianą serię #jestemfeministką (tu klikać), a do mnie wróciły wspomnienia.

Całe liceum marzyłam o glanach. (Marzyłam też o dredach, ale najpierw musiałam zapuścić włosy, a potem zabrakło mi odwagi, a potem to już mi przeszło. Ale nie o tym.) Moi konserwatywni i utrzymujący mnie rodzice kompletnie jednak nie mogli się na to zgodzić. Nie, nie, nie i nie. Nie ma mowy. A ja wciąż i wciąż i błagam, pozwólcie mi.

No i tak dotrwaliśmy do maturalnej klasy i osiemnastki. Zapytana, czego sobie życzę w prezencie, zażyczyłam sobie kolorowych glanów. 

Złamali się. Niechętnie, bo niechętnie, ale zgodzili się spełnić marzenie. No i przyszedł ten dzień, wyprawa do Dużego Miasta, wyprawa do markowego sklepu Doktora Martensa.... Te wszystkie kwiatki! Te kolory! Wersje gładkie i przecierane. We wzorki i czarne. Klasyczne, krótkie, długie. Szał ciał, obłęd w oczach, przymierze przypieczętowane rzygającym tęczą kotem. Przymierzyłam kilkanaście par, jeśli nie kilkadziesiąt. 

I uznałam, że choćby nie wiem jak ładne, to jednak dla mnie... nie do noszenia. NIEWYGODNE! 

Nie pamiętam, co dostałam w prezencie urodzinowym na osiemnastkę. Pamiętam, że Martensów nie przymierzyłam już nigdy później. I zrozumiałam, że nie zawsze to, czego najbardziej chcę, jest najlepsze. To całkiem niezła nauka u progu pełnoletności.

20:36, martuuha
Link Komentarze (6) »
wtorek, 03 października 2017

na pytanie czym jest dorosłość. To wtedy, kiedy przepakowując torebkę przed wyjściem do pracy trzykrotnie upewniasz się, że są w niej tabletki na uspokojenie. Już nie draże Korsarz na drugie śniadanie a klorazepan przegryzany scorbolamidem (bo przecież jesień, psia jej mać). 

#nielubiętego

20:13, martuuha
Link Komentarze (2) »