albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
piątek, 24 października 2014

Do poduszki czytam Tygodni Powszechny, w którym sporo stron poświęconych pierwszemu etapowi Synodu poświęconemu Rodzinie. Czytam i nie sposób się nie zamyślić, że... że mogło być inaczej.

Za dnia, w ostrym świetle, z mroźnym podmuchem poranku na twarzy wiem, że nie. Że i tak by się skończyło. Że powodów było więcej niż ten jeden. Że w zasadzie pewnie i dobrze, że skończyło. Że pewnie musiało.

W nocy jednak myślę sobie, że nawet jeśli i tak by się skończyło, to zanim skończyło - mogło być inaczej. Mogło być lepiej. Mogło mniej boleć. Nie, nie tylko mnie. I wiem, że w życiu nie chodzi tylko o to, żeby nie bolało. Ale mogło być lepiej. Mogło bardziej budować. Mogło dać więcej spokoju, oparcia. Wzmacniać, uczyć. I skończyć też mogło inaczej. 

Może gdyby we mnie więcej determinacji. Może gdyby więcej odwagi.

Ciekawa jestem rozwoju sytuacji. 

20:43, martuuha
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 października 2014

Pierwszy pourlopowy tydzień w pracy budzi we mnie pokłady dawno niewidzianej frustracji. Budzi się zue. I nie - nie jest to klasyczny pourlopowy zjazd samopoczucia.

Radości z nowej umowy nie było zbyt wiele, pewnie dlatego, że biurokratycznych kwasów przy tym było sporo, umowa ze trzy razy poprawiana, wręczana w korytarzy, w biegu, między ważniejszymi rzeczami. Do tego podwyżka jest żenująco pomijalna. I jesli ktoś sobie myślał, że teraz to ja ze śpiewem na ustach będę popierdalać i przyjmować na klatę sugestie jakobym była leniwą krową o beznadziejnej organizacji pracy oraz niezdrowym upodobaniu to przesiadywania w pracy po godzinach to - sorry, ale się grubo pomylił.

Piję alkohol, czasem sobie chlipię na smutno. Częściej jednak klnę i złorzeczę, bo to mi na ciśnienie robi dobrze.

A dziś z puli milionów nierozliczonych nadgodzin odebrałam 3 (co z tego, że od poniedziałku zrobiłam ich już dwa razy więcej?), pakuję mą podręczną torebusię z wyzywającym Tuwimem i gnam na północ. I nie - nie nad morze. 

Bawcie się dobrze, piękna jest jesień i weekend niech też taki będzie.

13:57, martuuha
Link Komentarze (5) »
piątek, 10 października 2014

To powinno być zabronione. Nie dość, że spać nie mogę, a jeśli śpię to w półśnie mam wizje uporczywe i męczące, to jeszcze to.

Wyjeżdżam z Poznania, jest około 19 może, nagle, mało nie spadam z wiaduktu, gdy oczom moim ukazuje się TAAAAKI ON. Wielki. Pomarańczowo świecący. Dający po oczach i po duszy. Tracę dech na trochę. Myślę o nim per "skurczybyku", no bo spać nie daje i tak dalej, ale jednak jest w tym jakaś fascynacja. To zjawia się, to znika, ale towarzyszy mi całą drogę. A ja nijak nie mogę się skupić na drodze, bo mi co i rusz wzrok ucieka. I szuka. Jest jeszcze? Mniejszy, i coraz wyżej, ale jest.

Odprowadził mnie do samego domu, obyło się bez wypadku, ale bezpieczne to to nie jest.

17:33, martuuha
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 października 2014

No bo było tak. Najpierw harowałam jak wół. Jak półtora wołu, a czasem nawet jak dwa. Od świtu do nocy. Potem, gdy myślałam, że już, już wychodzę na prostą - dowalono mi na plecy kolejne trzy worki. Albo z pięć. Mamiąc obietnicą, że gdzieś tam, na końcu dnia znajdę pełny dobroci żłób. Złapałam się na te plewy jak pierwsza lepsza. I dalej harowałam.

Potem był punkt kulminacyjny. Ledwo zauważyłam, bo już nosem ryłam na wysokości staroświeckiej sprzączki od pantofli srogiej Pani Audytor. (W międzyczasie okazało się, że punkt kulminacyjny jest raptem przedpunkcikiem. I że do Prawdziwej Kulminacji to jeszcze będzie trzeba jak wół. Albo dwa.).

A potem, jak już podniosłam nos (oraz plaskatą od godzin spędzonych za biurkiem dupę) - wybrałam się na urlop. O! I to nie byle jaki urlop! Pierwszy od sama_nie_wiem_kiedy urlop bez deszczu. Zaskakujący wszystkim ze mną na czele urlop słoneczny. Ba! Można nawet, bez zbytniego naginania rzeczywistości rzec, że urlop ciepły! I, co najbardziej cieszy - urlop wciąż jeszcze trwający! Także - tęsknijcie umiarkowanie, mam się jakoś, wrócę, gdy przyjdzie na to czas.

Au revoir!

13:12, martuuha
Link Komentarze (5) »