albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
środa, 30 października 2013

Kolejny raz pakuję dobytek, kolejny raz konstatuję obrastanie w rzeczy, przedmioty, nie zawsze potrzebne. I o ile nie mam wątpliwości co do kolejnej książki, czy kubka w jedynie słuszne kropki, o tyle szpargałów, papierów i pierdolników poupychanych po szufladach i szafkach naprawdę nie potrzeba mi aż tyle. Zmieniam adres zamieszkania po raz 7 w dorosłym życiu. Chciałabym gdzieś zapuścić choćby korzonek. Może tym razem?

Przed tygodniem chrzciliśmy Bratankę. Uroczystość była bez zadęcia i dość swobodna, bo w terminie pozaramowym, w sobotnie popołudnie, bez mszy; rodzice, dziadkowie, kilka osób raptem. Ksiądz podkreśla, że chrzestni są od wychowania w wierze, a nie taszczenia prezentów i w swobodnej rozmowie, dążąc do tego, na ile łatwo nam będzie ten obowiązek udźwignąć na co dzień, zagaja: "a chrzestna skąd jest?". Nie mógł mi chyba trudniejszego pytania zadać, gdy wciąż jeszcze byłam z Krakowa, chwilowo mieszkałam w Poznaniu, a w perspektywie miałam przeprowadzkę - na rodzinną wieś lub do tegoż Poznania właśnie. Konfuzja.

01:30, martuuha
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 października 2013

Ile razy? Dziennie, w tygodniu, miesiącu? A może tylko od święta? Z czyjej inicjatywy? Masz ochotę, czy wypełniasz przykry obowiązek? Ile to jest w sam raz, a kiedy masz niedosyt?

Nie, nie zaglądam Wam do łóżka. Ja tylko zerkam niedyskretnie na Wasze bilingi. O rozmowy z dorosłymi dziećmi lub też - o dorosłych dzieci z rodzicami rozmowy pytam. Ja sama ostatnimi czasy frustruję się tym, że nie mam nic nowego do powiedzenia, pytania "czy zadzwonili?", "czy zaprosili?", "czy zatrudnili?" sprawiają, że morale mi pikuje. Nie dzwonię i chyba trochę marzę, by pozwolili za sobą zatęsknić. Bezskutecznie. 

22:45, martuuha
Link Komentarze (22) »
czwartek, 24 października 2013

Kiedy myślisz sobie, że w zasadzie co się miało spierd...aczyć, to się spierdaczyło, więc teraz już powinno się jakoś układać, wtedy właśnie samochód postanawia do Ciebie przemówić tonem nieznoszącym sprzeciwu oraz całą paletą agresywnie czerwonych kontrolek, z których co druga krzyczy STOP. 

Opadły mi ręce i rzęsy. Resztką sił wyciągnęłam zza pazuchy białą flagę. Los złośliwie zachichotał, dźgnął kosturem w rzyć i dalejże się gnać w ten tor przeszkód, nadzieja na "game over" zostały rozwiane, nie ma tak dobrze.

W komunikacji miejskiej (śmierdzącej ludźmi) popłakałam się niesprawiedliwie nad swym samo_losem. Niesprawiedliwie, bo i z przedmieść miał mnie kto zabrać, i mechanika w obcym mieście ktoś poradził, i zadzwonił wbrew deklaracji, że nie nadaję się do rozmowy. Mechanik łaskawie nie upierał się na montowanie oryginalnych części (głównie dlatego, że ich nie miał na podorędziu), dzięki czemu z pustego portfela ubyło mi raptem 2 stówy, a nie prawie 6. Mniej łaskawy był tenże przy rozwiewaniu złudzeń dotyczących stanu auta. Cóż, po 13 lat i ponad trzystu tysiącach ma prawo nie być w swojej życiowej formie. 

Jako i ja nie jestem.

Czas honoru mi się skończył. Jak już wspomniały Odwodnik, czy Waterloo aktorów tam mamy przednich. Poza Antonim Pawlickim, na którego wskazywała Odwodnik, czy Jacka Mikołajczaka, który uwiódł Waterloo ja zwracam uwagę na Janka Wieczorkowskiego. To z aktorów. Natomiast jeśli chodzi o postać, to w moim osobistym rankingu wygrywa Ruda. Ruda dzielna, Ruda waleczna, ale i Ruda mająca wątpliwości, ale gdy trzeba - niezłomna. Nie chcę pisać za dużo, no bo wiadomo, może ktoś jeszcze nie widział, albo jest w połowie pierwszej serii. 

19:27, martuuha
Link Komentarze (8) »
sobota, 19 października 2013

Z racji bycia bezrobotną miewam więcej niż normalnie czasu, stąd też zajmuję głowę i ręce zajęciami, na które dotąd było mi go nie dość. Oglądam. Bo wciąż jeszcze nie umiem dziergać i czytać książki. A oglądać i dziergać - owszem.

Otóż nadrobiłam zaległości w większości seriali polskich dostępnych online. Cieszą mnie także (głównie z jakichś sentymentów) nowe odcinki Chirurgów, te jednak nie zaspokajają potrzeb. Niedobory w podaży są, gdyż 10. seria tegoż w czasie rzeczywistym pojawia się za wielką wodą, więc i u nas - raz na tydzień. No proszę Was, co to jest raz na tydzień godzinka w obliczu bezrobocia? No nic, marność, puch.

Powzięłam więc się na Czas honoru. Co to wcześniej trochę nie chciałam, trochę okazji nie było, cośtam, cośtam. Doleciałam Ci ja do 5 serii, bliżej do końca niż dalej.

Ale ja nie o tym.

Otóż oglądam sobie serial legalnie, za pośrednictwem serwisu ipla. Co ma tę dogodność, że nie uwiera mnie w sumienie oraz nie wymaga ściągania, rozpakowywania, otwierania, szukania kodeków, rozszerzeń, czegośtam. Odpalam i leci. PRAWIE. Gdyż ma też tę niedogodność, że posieczone jest reklamami. Oraz każdorazowo prze odpalenie odcinka mam maraton 240 sekund reklam. Piszę maraton, bo dla mnie - odwykniętej od telewizji w tradycyjnym rozumieniu tego medium, to naprawdę dużo i trudne do zniesienia. Rozwiązaniem jakimś byłoby wyłączać głos, co czasem robię, ale wtedy się orientuję w połowie odcinka, że miałam oglądać, a ja zaczytana po uszy w jednej z iluśtam otwartych obok zakładek chrome (np na tej, albo tej, albo jeszcze tej, nie będę udawać, że nie).

Najczęściej jednak głosu nie wyłączam, dziergam sobie cierpliwie (o takie) i czekam na serialowi właściwe obrazy. Oraz dźwięki. Co towarzyszy temu oczekiwaniu? 

Otóż ostatnio, nader często jest to prosta historia o tym, jak ON niefortunnie upuszcza telefon (gapcio taki) z balkonu na trzecim piętrze wprost pod koła wielkomiejskiego ruchu. I cóż wtedy? 

I tu zagadka, konkurs taki: DLACZEGO MNIE TO TO IRYTUJE?

01:07, martuuha
Link Komentarze (5) »
środa, 16 października 2013

dubel będzie, kto z fejsbuka to przepraszam

Szanowny Autorze,

Jeśli przez pierwszych 80 stron trzystustronicowego kryminału chcesz utrzymać napięcie związane z zagadką: jakiejż, ach, jakiejż narodowości mogą być te dwa tajemnicze trupy, to bądź tak miły i nie obrażaj mej inteligencji tytułowaniem tegoż dzieła "psy z rygi".
Z góry dziękuję

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

Być może rozczarowuję, ale jakoś mnie komisarz Wallender nie rusza. Zastanawiałam się chyba dlaczego i po rozważaniach wychodzi mi, że lubię, gdy bohater we mnie wzbudza. Najlepiej, gdy coś innego niż poirytowanie. Komisarz natomiast jest sklapcaniałym facetem, zmęczonym życiem, w pomiętym garniturze i z pomiętą twarzą. Oraz być może nieco przepitym oddechem. I nawet słuchanie operowych arii nie przydaje mu jakiegoś polotu. Nie umiem go lubić.

Rydberga polubiłam. Milczący, wycofany, ale umysł żyleta. To wziął i między pierwszą a drugą książką cyklu umarł. (ciężko wzdycha)

Nie polubiłam też bohaterki babskiego czytadła "Miłość w stylu retro". Czytadło jak to czytadło, człowiek się niespecjalnie spodziewa. Czegokolwiek. Tutaj natomiast bohaterka irytowała mnie tak, że z pewnością odpowiada za niejeden nerwowy klakson tudzież rzuconą zza kierownicy wszetecznicę. Choć przyjmuję też, że w tamtym przypadku mogła zadziałać też Jabłczyńska czytająca mi tę książkę swym nazbyt piskliwym i infantylnie egzaltowanym głosem.

Na kupce zalegają mi czekające na swoją kolej: Geniusz i obsesja (o Skłodowskiej), Pępowina mojej Majgull Axelsson (kiedyś się nauczę tego nazwiska bezbłędnie bez gógla, ajpromys), jakiś drugi tom nazbyt chrześcijańskiej sagi Francine Rivers (ale skoro już znam bohaterów..), Chustka (wiadomo) i pewnie jeszcze kilka innych, co już się okurzyły na regale (parapecie/stoliku nocnym/podłodze/półce w toalecie) [*nic nie skreślać]. A ja i tak czekam na nową Szwaję, która już tuż tuż.

10:56, martuuha
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2