albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
niedziela, 30 września 2012

Zaiste dobrze mieć kalendarz. (kalendarz brzmi lepiej niż pamiętnik, prawda?)
Kiedyś często robiłam te retrospekcje z użyciem bloga. By przypomnieć sobie, czym żyłam i o czym płakałam rok, dwa, pięć lat temu. Wczoraj przepłakałam kilka stron zeszłorocznego kalendarza. Dobry Boże, jak to bolało! I jak dobrze odetchnąć z ulgą, że minęło. Nie hasam po łąkach z siatką na motyle. Ale oddycham swobodnie i używam mięśni uśmiechowych. Niewyobrażalna różnica w porównaniu z Martą ad 09.2011. Płakałam ze szczęścia w Sylwestra, że tamten rok się skończył. Dzisiaj widzę to jeszcze wyraźniej.

Kawał drogi.

17:22, martuuha , słony
Link Komentarze (11) »
czwartek, 27 września 2012

Życie ma swoje tempo. Przyspiesza na zakrętach, by za chwilę zagapić się na jakiś pomijany przez świat szczególik. Próbuję nadążyć. I nie szarpać się (za bardzo). Czasem jeszcze negocjuję. Ale na ogól trzymam się fali i pozwalam nieść.

Ufać, że niesie mnie dobra rzeka. Moja.

 

20:54, martuuha , słodki
Link Komentarze (7) »
czwartek, 20 września 2012

Jesień pachnie suchymi liśćmi. I wilgotną trawą, ziemią. Ogniskami z pól po wykopkach. I rześkim powietrzem. Jabłkami w koszu.

Poszłam na spacer. To całkiem ładna okolica. Kilka czarownych ogrodów, bardzo z poprzedniego wieku. Starodrzew. Kasztany. W większości wyzbierane przez przedszkolaki, ale udało mi się jednego znaleźć. Trzymałam w dłoni cały spacer. Zgubiłam go godzinę później gdy przysnęłam w ławce kościoła.

Akacje jeszcze zielone. Stara koza jestem, a wciąż czasem to robię. Kocha, lubi, nie chce, żartuje ;-)

Kilka migawek z telefonu:

   

  

  

19:01, martuuha , słodki
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 17 września 2012

W biegu i przelocie spotykam się z Mamą, by odebrać od niej kilo winogron i korespondencję. Słodko-gorzko-mdłą.

Zawrócona paczka z adnotacją "adresat nie zgosił się po odbiór".

Rachunek za internet.

Pocztówka ze Stanów i Spełnionego Marzenia.

Maile są fajne. Facebook i skype też. Ale co papier to papier, nie? Czy może jednak nie?

środa, 12 września 2012

W hotelowym telewizorze zagrało kilka minut Klanu. Zażenowanie wypełniło mnie po brzegi. Zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam w oko świeciła mi irytująca latarnia. Na zegarku 3:30. Za wcześnie by wstać, za późno by żyć. Czytam zaległę fejsbuki, co przyszły i nie czytam maili, które przyjść nie chciały. Gdy po godzinie znów udaje się zasnąć to oczywiście tak mocno, że nie słyszę budzika. Dobrze, że nikt mnie nie rozlicza z godzin i jeśli dotarłam na drugi koniec tego dzikiego miasta o 8:20 to mogę z całym przekonaniem głosić, że właśnie tak to sobie zaplanowałam.

17:51, martuuha , mdły
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2