albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
niedziela, 31 sierpnia 2014

Czasem tak bardzo nie znajduję odpowiedzi na pytanie "po co żyć?", że nagle z całą mocą boli mnie każdy gram duszy.

Na przykład dziś.

21:51, martuuha
Link Komentarze (7) »
piątek, 22 sierpnia 2014

Miałam ci ja od wieków konto na jutubie. Pod nickiem takimż jak tutejszy, bloksowy. Od wieków tam kompletowałam sobie playlisty - nie tylko ulubionej muzyki, ale i zajawki filmów "do obejrzenia na potem", czy filmy instruktażowe z technik dziergania.

Od jakiegoś czasu (odkąd gógiel kupił jutuba) jutubowi zaczęło przeszkadzać, że w jednej zakładce jestem zalogowana jako imięnazwisko()gmail.com, a w drugiej próbuję jako martuuha działać wciąż na jutubie, organizować nowe listy ulubionych czy dawać łapki w górę (a co!). Wciąż jednak, było to tylko uporczywe pytanie, czy chcę korzystać z jutuba jako imięnazwisko, czy jako martuuha. Odpowiadałam, że tak, nadal martuuha i odczep się jutubu.

A wczoraj zdechło. To znaczy nie wiem, kiedy zdechło, ale wczoraj odkryłam, że zdechło. Konflikt kont jakiś. I to konflikt, który się ujawnił dla mojego konta mailowego martuuha()gazeta.pl. I tam niby coś pozmieniałam, ale jutub dalej nie wpuszcza. Nijak, na żadne konto. Nie i uj.

Jestem śmiertelnie obrażona.

Czy ktoś umiałby mi pomóc?

edit: Odkryłam, że w Google+, po zalogowaniu jako imięnazwisko mogę występować jako "profil imię nazwisko", albo jako "strona martuuha". I to pod tę "stronę martuuha" jest podpięty mój jutub. Ale zalogować się doń - nijak. HELP!

18:11, martuuha
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dwa sznycle z indyczej piersi w jako-tako kawałki pokrajać. Do rondla.

Pod rondlem ogień zapalić, nie jakiś wielki, pół łyżki masła dać, łyżkę lub dwie sosu sojowego jasnego. Rondlem nie przejmować.

Chudego podwiędłego pora - umyć, pozbawić piasku, podziabać na kawałki ok. 1 cm. Do rondla.

Dwie marchewki, w grubą kostkę. Do rondla.

Pół selera - takoż.

Ze cztery małe kartofle. W grubą kostkę (mniej więcej). Do rondla - zaskoczeni?

Całość można merdnąć raz lub dwa łychą. Można trochę popieprzyć, trochę posolić, troszkę posłodzić (jak jest por to się słodzi. trochę). 

Przykryć. Zrobić sobie herbaty. Wypić, czytając kolejną notkę na sąsiednim blożku. Leniwie podnieść pokrywkę, od niechcenia dziabnąć marchewkę widelcem. Jeśli daje się dziabnąć - to już. Machnąć do tego łyżkę gęstej śmietany. I już.

Obiad na jutro gotowy.

To ważne, bo akuracik walczę o tytuł przodownika roku i przy pracowym biurku spożywam śniadania, drugie śniadania, obiady i podwieczorki. To znaczy - spożywałabym, gdybym jadała 5 posiłków dziennie. Nie jadam. Przy pracowym biurku spożywam jednak pierwszą kawę, herbatę, drugą herbatę i drugą kawę. W tyci tyci kubeczku.

20:57, martuuha
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Krakowski Zakrzówek, a właściwie pewien niefrasobliwy spacer po tamtej okolicy, to moje najintensywniejsze wspomnienie z krótkiego epizodu krakowskiego. Otóż była wczesna jesień, ja miałam dużo czasu (nie, nie da się pisać CV przez 20h na dobę), pogoda była piękna, a we mnie ochota na spacer. Poszłam więc, nie zważając na brak odpowiedniego (tj. posiadającego podeszwę) obuwia. 

Jak poszłam, tak i wróciłam. Było miło. O tak właśnie:

Ze spaceru zostało mi kilka jesienno-kolorowych zdjęć i bój stopy. Ok, myślę sobie, zdarza się. Odbiłam sobie piętę niefrasobliwie łażąc po skałkach w baletkach. Przejdzie mi.

Nie chciało przejść.

To znaczy - w ciągu dnia trochę przechodziło, ale rano zwlec się z łóżka było trudniej i trudniej. Potem także wstać z fotela i zrobić kilka kroków. A jeszcze do tego - nie przyznać się komukolwiek, że coś jest nie tak, bo przecież doskonale wiedziałam, co usłyszę. Miałam nadzieję rozchodzić temat. Oraz zaczęłam jeść posiłki, co w moim przypadku zawsze dobrze robi. W międzyczasie przeprowadziłam się do Poznania, schudłam dziesięć kilo, poszłam do pracy. A z nogą wcale nie było lepiej.

Pół roku temu wylądowałam w naprawdę rewelacyjnym ośrodku fizjoterapii. Regularnie latałam to na kinezyterapię, to na ultradźwięki, to po kolejne skierowanie. I apiat' od nowa. Ortopeda już prawie zapamiętał, że to stopa lewa. Terapią ciała zajmowała się Gosia, ale niejednokrotnie terapię śmiechem uprawiali wszyscy pozostali czy to terapeuci, czy pacjenci na sąsiednich kozetkach. Zdrowo! Oczywiście tak było później, bo pierwsze spotkania to były okrzyki bólu, płynące po policzkach łzy i zagryzane wargi, czy kości palców - by jednak nie krzyczeć.

Dzisiaj to, co pół roku temu było solidnym bólem utrzymującym się w ciągu dnia, określam jako pojawiający się CZASEM dyskomfort. I gdyby nie fakt, że kilka dni temu spadłam ze schodów, kręcąc dla odmiany prawą kostkę oraz obijając nielicho lewy piszczel, to dziś skakałabym niemal jak kózka. Górski test na szlaku zdałam niemal śpiewająco, a to o czym muszę pamiętać, to tyle, że but musi mieć podeszwę.

W czwartek ostatnia rehabilitacja z Gosią. Finito.

I teraz pytanie: muffinki czy kwiaty?

21:26, martuuha
Link Komentarze (6) »
niedziela, 03 sierpnia 2014

Dlaczego mi się śnisz? Dlaczego w odcinkach? Dlaczego po tylu latach?

Że niedokończone rozmowy może. Że jakiś epilog do tamtej relacji i tamtych napięć? Nie wiem. Ale jesteśmy nie w 2008 czy 9. Śnisz się dziś, we śnie też jest dziś. I chcę powiedzieć Ci tyle, ale nie mówię. Mówię nie o tym, o czym może chciałabym; mówię dużo, ale trzymam się reguł gry. Dzisiaj trochę lepiej rozumiem te reguły. Dzisiaj nawet przyznaję Ci rację. Dzisiaj wiem, że tak trzeba było i rozumiem dlaczego. Tak, byłeś mądrzejszy. I może widziałeś więcej niż ja chciałam zobaczyć.

Ale nie śnij mi się już. Już nie potrzeba.

15:27, martuuha
Link Komentarze (10) »