albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

Między nami nic nie było!
Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,
nic nas z sobą nie łączyło
prócz wiosennych marzeń zdradnych;

Prócz tych woni, barw i blasków
unoszących się w przestrzeni,
prócz szumiących śpiewem lasków
i tej świeżej łąk zieleni;

Prócz tych kaskad i potoków
zraszających każdy parów,
prócz girlandy tęcz, obłoków,
prócz natury słodkich czarów;

Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
z których serce zachwyt piło,
prócz pierwiosnków i powojów
Między nami nic nie było! 

20:05, martuuha
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 lipca 2014

Od ciotki dostałam w prezencie butelkę tokaju i to trochę tak, jakbym znów siedziała z Olą na podłodze w mojej malutkiej kuchni, i ten tokaj w szkle, i ten egzamin inżynierski lada dzień, i ta przemożna potrzeba by przez chwilę zająć się czymkolwiek innym, co nie jest błonnikiem, reakcją Maillarda czy kleikowaniem skrobi.

Wujek natomiast wyszeptał mi nad wiechciem żółto-ogrodowych kwiatów - miłości Ci życzę! Niechby ktoś Cię wziął pod opiekę, niechbyś już nie musiała tak sama... I nie było w tym złośliwości, ani przytyku, że ja sama rady sobie nie dam, ale taka troska, że WIE, że sama dam sobie radę, ale życzyłby mi, żebym nie musiała. Żeby dało się dzielić na dwa. Proste niby a wzruszające.

Piekę kakaowo-colowe muffinki, co niech będzie najlepszym wyrazem tego, że lubię moich współpracowników, bo upał niemiłosierny, a piekarnik daje popalić. 

21:27, martuuha
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 lipca 2014

Jeden z filmów, które bardzo lubię, choć pewnie nie jest to półka "arcydzieło" jest film, a w zasadzie tryptyk filmowy: Przed wschodem, zachodem słońca, przed północą.

Chyba za każdym razem, gdy widzę tego typu historie męczy mnie gdzieś w środku tęsknota, by też tak, by też coś takiego przeżyć, rozmawiać, mieć takie porozumienie, nie liczy się nic, jest pełna uważność, rozmowy od sasa do lasa, ale mniej o dupie Maryni (Maryniu, pardon!), a raczej o istocie wszechrzeczy. Generować sobie dobre wspomnienia na jesień. 

A życie jest tu i teraz. I nie w tych filmach, a dzieje się dzianiem. Nie rozmyślaniem o dzianiu, a braniem spraw w swoje ręce, łapaniem okazji, a jeśli trzeba - organizowaniem ich, i generowaniem sobie radostek DZIŚ. Nie kiedyś, pojutrze, jak będę duża i dojrzała. Tu i teraz

Chyba właśnie mam za sobą weekend lepszy niż wszystkie te trzy filmy razem wzięte. Bo prawdziwy. Bo mój.

22:03, martuuha
Link Komentarze (6) »
czwartek, 10 lipca 2014

Nie widziałam się z szefową dwa i pół tygodnia. Najpierw ona miała urlop, potem obie go miałyśmy, a potem ja i tak nam zeszło. Gdy więc wróciłam przywitała mnie niemalże stękniona. Ja za to wyciągnęłam zza pazuchy Studencką czekoladę, jako nagrodę za dobre sprawowanie (ani jednego telefonu przez cały urlop!). Sielanka.

Faktem jest, że jako prymuska, wyprowadziłam wszystko (co się dało) tak, by moja tygodniowa nieobecność nie odbiła się wrzodem współpracownikom czy przełożonej. Z pozostałych zaś spraw sporządziłam krótką notatkę (raptem jedną stronę, mailem, maczkiem), by w razie sprawy stałe się niecierpiącymi zwłoki, mogła się w nich rozeznać stosunkowo bezboleśnie. Przypłaciłam to dość intensywnie przepracowanym ostatnim tygodniem przed urlopem, ale właśnie - urlop miałam spokojny. No i umówmy się - bywało już w życiu znacznie gorzej, więc bez histerii.

Dwa dni temu nieśmiało zagajam:

- Podpisałabyś mi kartę pracy?

- A owszem, czemu nie. Niech no ja się dowiem, coś Ty tu wyrabiała. [rzut oka] Cooo? Pomyśl, kiedy byś sobie wzięła wolne, żeby się nie kumulowało zanadto.

- Skoro już pytasz to może... [tu następuje lista życzeń]

Dziś za to wpadła do naszego pokoiku i donosi:

- Dyrekcji jutro nie ma, Ty i Twoje nadgodziny - znikajcie mi z oczu! I żebym się nie rozmyśliła!

- Tak, jest!

Tym sposobem jutro planuję sobie wycieczkę niejako do źródeł, celem pozyskania aktu urodzenia w jednym mieście i stawienia się z tymże w innym, by usankcjonować swój byt. Musicie bowiem wiedzieć, że od paru miesięcy jestem obywatelem na gigancie, bez ważnego dowodu osobistego. A wszystko to po to, by choć trochę pasować do ścigającego mnie wizerunku anarchistki. Choćby zielonej.

19:08, martuuha
Link Komentarze (3) »
środa, 09 lipca 2014
 
1 , 2