albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
wtorek, 17 czerwca 2014

Zgubiłam wypłatę. Nie to, że niosłam w torebce między słoikiem po barszczu a skarpetkami na zmianę i się zapodziała. Nie. Po prostu jest, a jakoby jej nie było, tyleśmy ją widzieli.

Cóż. Bywa.

To i tak lepiej niż w zeszłym miesiącu, kiedy zapodziała mi się premia. Zabawna historia. Skądinąd wiedziałam już, że mimo nieprzepracowania pełnego kwartału (zaczęłam wszak 7 stycznia) premia - proporcjonalna do przepracowanego czasu - mi się należy, jak psu zupa. Miło. Nie wiedziałam tylko, w jaki sposób jest wypłacana - razem z pensją, czy osobno, czy w tym samym czasie, czy później, i tym podobne szczegóły techniczne. I tak otóż - pensja kwietniowa przyszła, a ja nic. Czekam. Czekam. W końcu od kogoś dowiedziałam, że przelew idzie jeden. A ja nic. No to hajże na Soplicę! Poszłam grzecznie narobić rabanu, że hola, hola, gdzie moja premia, gdzie mój pasek od wypłaty, gdzie są moje pieniądze, i że ha ha ha, chyba jeszcze nie jest tak dobrze, żeby mi się tych kilka stów zapodziało na koncie.

No. To tego.

Jednak mi się zapodziało. Przegapiłam. Ojtam, ojtam, każdemu się może zdarzyć, prawda?

Móc - może, a koniec końców i tak zdarza się mnie. Albo Anecie ;-)

19:47, martuuha
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 czerwca 2014

lipowy zapach miodu czy miodowy zapach lip?

22:36, martuuha
Link Komentarze (7) »
czwartek, 05 czerwca 2014

Kto pamięta, jak roku zeszłego z uporem godnym lepszej sprawy leczono mnie na liczne zapalenia oskrzeli i inne wymysły, kaszel nie dawał żyć, nie dawał spać, umierał mnie konsekwentnie, kiedy po wizycie u dziesiątki lekarzy, po tyluż badaniach, po zmaltretowaniu płuc kilkunastokrotną spirometrią (szlag niech trafi czułość tych piekielnych urządzeń), ktoś niechętnie pod koniec sezonu pyleń wszelakich przyznał, że choć testy skórne wykazują szeroko zakrojoną niekonsekwencję* to może jednak jestem ofiarą alergii?

Otóż, powiem Wam.

Ja pamiętam.

Przyszedł czerwiec i jak w zegarku  - chry chry chry, psik, psik, psik. 

I co? Zaczynamy wywijać siupasy od nowa. Tym razem zaczynam od udowodnienia, że nie jest to astma, że nie jest angina, że moje migdałki, choć brzydkie, to wyglądają jak zawsze, nawet jeśli Pani nigdy w życiu takich nie widziała, oraz że prawdopodobnie nie jest to też zapalenie zatok. Którego jednak wykluczyć nikt bez tomografii komputerowej głowy nie potrafi, a tomografii zlecić im niespieszno. Wiec hipoteza zapalenia zatok stawiana na równi z alergią. Może i by jakoś uwierzyli w te alergię chętniej, gdyby pacjentka nie była...niestandardowa. Otóż, przeciętny lekarz proponuje w leczeniu alergii z moimi objawami a) leki przeciwhistaminowe b) sterydy. Tak było i tym razem. Tutaj niestety pacjentka popiskuje nieśmiało, przepraszająco wręcz, że sterydy to ja nie wiem jakie, ale takie (tu pada nazwa), to mnie monstrualnie uczulają. I że to może ma znaczenie.

Lekarz purpurowieje, hiperwentyluje, mało sam sobie nie aplikuje defibrylacji, a kiedy z trudem wraca do świata żywych marzy już tylko o jednym - nigdy więcej tej pacjentki nie spotkać. Naprędce wypisuje jej skierowanie do kolejnego alergologa** i postawą nieznoszącą sprzeciwu wskazuje jej drzwi.

No, to tego. Smark. Psik. Chry, chry, chry. Psik.

*zboża nie, ale już żyto tak. a żyto to co? ziemniak?

**jej poprzedni został, jak wiemy^, w Krakowie

^nie wiem, jak Wy, ale JA wiem.

19:05, martuuha
Link Komentarze (7) »