albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
wtorek, 26 czerwca 2012

paracetamol 3*500g

nurofen 4*400g

staram się, smarku, smarku

19:49, martuuha , mdły
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 18 czerwca 2012

Jeszcze pogórskie refleksje.

W niedzielę, jeszcze przed wyjazdem chcieliśmy ruszyć choć na chwile na szlak. Kolejka gondolowa na Stóg Izerski wydała się świetnym rozwiązaniem - od razu na górę, by tam trochę połazić (na przełęcz, na Smrek i z powrotem). I w dół znów kolejką, bo droga daleka, a niebo zaciągnięte chmurami. Trasa fajna, malownicza, i choć łatwo dostępna ze względu na dojazd, to jednak nie upakowana ludźmi. A ci, których spotykaliśmy - uśmiechnięci i wymieniający "dzień dobry" z czeskim "dobrydień!". Cicha, spokojna.

I tak, kilka minut przed końcem trasy, niedaleko górnej stacji kolejki zza zakrętu wyłania się żwawy trzydziestoparolatek z przytroczonym do paska, rozkręconym na cały regulator radyjkiem, grającym gorące przeboje sezonu. Opad rąk i aż nie wiadomo co powiedzieć.

I tylko z niepokojem i jakimś smutkiem pomyślałam, jak wielki musi mieć w głowie bałagan ktoś, kto tak bardzo boi się usłyszeć własnej myśli; kto tak bardzo boi się ciszy. Wzdrygnęłam się i zasmucona poszłam dalej.

19:27, martuuha , gorzki
Link Komentarze (4) »
środa, 13 czerwca 2012

Tym oklepanym sformułowaniem rodem z fejsbuka można określić mój związek z górami.

Czasami jest to klasyczna miłość nieodwzajemniona. Gdy doprowadza mnie do łez, gdy bezsilna lub wściekła poddaję się nie mogąc wdrapać się choćby o pół kroku dalej. 

Jednak mimo to - tęsknię. Gdy rozłąka trwa zbyt długo, gdy nie widzę - wzdycham i płaczę. Do widoków z rozległej polany. Do jasnych lasów bukowych. Do liści uginających się pod pancernym butem sznurowanym nad kostkę. Do szarlotki w schronisku. Do satysfakcjonującego zmęczenia na szczycie, lub bardziej - po zejściu z niego.

Kocham, nienawidzę, kocham.

Każdym razem wybór ścieżki musi być wystudiowanym kompromisem między możliwościami, daleko poniżej średniej, a chęcia przejścia kolejnego szlaku, odkrycia nowych miejsc, widoków. Między wizją astmatycznych spazmów, a perspektywą wypicia herbaty z cytryną na drewnianej ławce przed schroniskiem, schowanym przed światem, gdzie czas zapomniał biec. Między łzami bólu spuchniętych nóg, a zachwytem nad malowniczą ścieżką, który pozostaje w środku na długo dłużej niż wspomnienie opuchlizny.

I cieszę się. I cierpię. I cieszę.

bo jak już wspomniałam... to skomplikowane.

środa, 06 czerwca 2012

...Izery. Te same, które planowałam na sierpień tamtego roku. Bo co się odwlecze i tak dalej ;-) To tylko kilka dni, ale i tak się cieszę. Choć kondycję mam taką, że mogłabym spać do niedzieli, ale pozostawmy to na marginesie.

15:02, martuuha , słodki
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 czerwca 2012

Dobre słowa mnie otaczają. I dobrzy ludzie. Słyszę to, widzę i doceniam. Smakuję zimne piwo, cieszę opowieścią beztrosko nad nim się ciągnącą. Śmieję głośno i szczerze. Słyszę dobre słowa o sobie, za które dziękuję za uśmiechem i bez niepotrzebnego zażenowania. Bo wiem, że są prawdziwe. Towarzyszy mi fajna muzyka, lub wręcz przeciwnie - skrajnie obciachowa, wywołująca fale skojarzeń, wspomnień, i znów - salwy śmiechu. Cieszy deszcz ciepły - tak bardzo go lubię o tej porze roku. Uśmiecham się do pączkującego w zawrotnym tempie euroszału; do polskich flag, do emblematów, do ekscytacji. 

I nawet jeśli w nocy budzi mnie jakiś dziwny niepokój, czy szmer, to uśmiecham się patrząc na zegarek do świadomości, że jeszcze ponad 3h snu przede mną.

20:33, martuuha , słodki
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2