albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
poniedziałek, 24 marca 2014

Dzień tak parszywy, że nic, tylko schować się pod kołdrą, przed czym powstrzymuje mnie myśl, że zaraz po tym, jak się obudzę trzeba będzie znów iść do fabryki.

19:42, martuuha
Link Komentarze (11) »
niedziela, 23 marca 2014

Redaktor Orzech ma w sobie coś, co lubię. I pewnie nie chodzi tylko o przyprószone siwizną skronie (omnomnom). Dyskretną elegancję, dużą grzeczność, oraz "nie chciałbym przeszkadzać, lecz czy byłaby Pani skłonna...". Coś ulotnie trudno definiowalnego (Waterloo - razem? osobno?), lecz jak najbardziej rzeczywistego. 

Bardzo lubiłam jego piątkowe audycje po 15-tej. "Prywatna kolekcja". Zapraszał Gości i pozwalał im grać swoje  ich ulubione piosenki (edit: Waterloo, jesteś jędzą, dziękuję :)). Z zaciekawieniem dopytywał o historie i wspomnienia kryjące się za dźwiękami. Nigdy jednak nie przytłaczał gości, nie zagadywał ich, nie miał parcia na pierwsze skrzypce. "Prywatna kolekcja" towarzyszyła mi najczęściej w drodze z Kurnika na poznańskie zajęcia podyplomowe. Niejednokrotnie zastanawiałam się, które piosenki z własnej prywatnej kolekcji zaprezentowałabym w podobnych okolicznościach. Nie miałam potrzeby zastanawiać się, dlaczego ktoś niby miał mnie do okoliczności tych przywołać. 

"Prywatnej kolekcji" na antenie już nie ma (żałuję), a red. Orzech dostał dość niewdzięczny czas niedzielnego rosołu, sumy w kościele parafialnym, wycieczki za miasto, czy też coraz popularniejszego sportu weekendowego zwanego shoppingiem (fuj!). Wciąż bardzo lubię go słuchać, acz nie zawsze udaje mi się zgeolokalizować własne uszy w zasięgu odbiornika.

Dziś kilka nut zastało mnie, gdy dzierżąc drogocenny pakunek (dzianą kaczkę i red lady ziemniory) gnałam na drugi koniec miasta, gdzie miast niedzielnego rosołu, rodzinna kaczka i opowieści i przekrzykiwanki, jak to między rodzeństwem. Ale nie o kaczce miała być mowa (nie ma takiej poezji - to raz)(kupić bratowej nożyce do drobiu - to dwa), a o muzyce. A ta, podobnie jak kaczuszka - najwyższych lotów!

Państwo posłucha:

23:20, martuuha
Link Komentarze (13) »
czwartek, 20 marca 2014

Kto by przypuszczał, że ja, zbuntowana i nieprzyjmująca do wiadomości, stanę się najpilniejszą pacjentką roku? Męczy mnie to, wkurza mnie to, ale zaciskam zęby (odgryzając dłoń dentyście) i daję radę. 

Czy gdzieś tam, na końcu, czeka mnie za to zasłużona nagroda, perły białych zębów, zdrowe wątpia, nóżki, że hop sa sa i choćby naklejka "dzielny pacjent"? A jeśli nie, to po co to wszystko?

21:32, martuuha
Link Komentarze (11) »
środa, 19 marca 2014

Zepsuł mi się kalendarz. Im bardziej do niego zaglądam, tym bardziej nie ma tam wolnego weekendu (najchętniej z przyległościami) na włóczenie się po Polsce, ni to w kierunku północnym, ni to południowym. Tylko na wschód czasem mi wolno, tam musi być, jak wiadomo, jakaś cywilizacja. Albo chociaż taras.

Ja się tak nie bawię. Kategorycznie życzę sobie. Północno-południowego rozkroku, czasowstrzymywacza i zapchania czymś, choć na trochę, nienażartej, odwiecznie głodnej, ssącej tęsknoty.

20:47, martuuha
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 17 marca 2014

Newsletter SPADAJ-u, co to nikt nie potrafi rozszyfrować skrótu, a daje szansę rozeznać się w topowo wieśniackich dziełach kultury masowej w zakresie działalności okołomuzycznej.

Zachomikować Zapałki Eco, poddawszy się namowom niezawodnej Waterloo, a potem podśmiechiwać się słuchając instrukcji "Jak być Indianinem".

Wyczochrać psa i kota. Wielokrotnie.

Zapalić sobie pachnącą świeczkę. 

Wyspać się. Nawet dwa razy!

Zrobić drobną niespodziankę sobie lub komuś drugiemu.

Odetchnąć wprawdzie wietrznym, ale już niewątpliwie wiosennym powietrzem.

21:44, martuuha
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2