albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
wtorek, 25 listopada 2014

Jest taki dowcip.  Bardzo mnie śmieszy, co poradzić.

No więc tak: praca mnie wkurwia. Osobą niedorozwiniętego myślowo współpracownika (przecież nie powiem, że jest moim kolegą!), a także szefową, która strzeliła dziś focha na moje opuszczenie miejsca pracy o 16:10*.

Wracam do domu wkurwiona i wkurwiam na nowo. Na wszechobecny bałagan (niekoniecznie mojego autorstwa). Na irytujące nawyki**, na buty pośrodku przedpokoju, o które potykam się dwa razy dziennie. Na niewyniesione śmieci, wysypujące się z szuflady foliowe siatki w ilości miliona trzystu dwudziestu pięciu tysięcy czterdziestu ośmiu sztuk oraz cieknącą lodówkę.

Jadę do lekarza zdrowa jak koń, rok się kończy, na liście zdrowotnych "to do" została mi jeszcze cytologia. No więc pakuję się na fotel zdrowa, a z gabinetu wychodzę zdiagnozowana i z receptą w ręce. No to można się zdeczko wkurwić, prawda?

A potem? A potem spotykam moją licealną miłość, niewidzianą pewnie ze cztery lata***. W aptece. Kupując dopochwowe globulki. Kurtyna.

* Gdy tydzień temu opuściłam miejsce pracy o 1:40 (tak. 1:40, a nie 13:40) jakoś nie strzelała fochów.

** Kolekcja zużytych rolek po papierze toaletowym osiągnęła liczbę pięciu i została zniszczona, a eksperyment zakończony.

*** Starzejemy się.

19:03, martuuha
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 listopada 2014

Dostałam z Italii tabliczkę eleganckiej czekolady. Nawykowo* czytam skład. A tam: pasta di cacao, zucchero de cana. I już. Dwa składniki. Widzieliście kiedyś coś takiego? Imponujące**.

Głosowałam. Oczywiście, że głosowałam, nie wyobrażam sobie inaczej. Nawet z radością znalazłam listę lokalnych aktywistów i społeczników. W poprzednich, gdy meldunek mnie trzymał iksem w zupełnie innym miejscu, pamiętam że ruch ten  zrobił trochę zamieszania. Dobrze, dobrze, tak trzymać. 

Wieje. No niby już cichnie, ale wieczór i noc były po prostu okorpne. Powszechnie wiadomo, że taki potępieńczy wiatr mi nie służy. W połączeniu z alkoholem jeszcze bardziej. I ryzyko robienia głupot logarytmicznie rośnie. Tak. Wczoraj też urosło.

* No co? Każdy ma jakieś zawodowe skrzywienia. I nie mówcie mi, że nie. Mój ojciec z podróży przywozi zdjęcia włazów kanalizacyjnych.

** Czekolada niezwykle gorzka, ale szlachetna. Wyraźnie inna niż inne, które kiedykolwiek.

17:38, martuuha
Link Komentarze (7) »
sobota, 15 listopada 2014

Prawdopodobnie moja miłość do niejakich Całusów* zaczęła się dzięki Magdusiaczkowi. Potem trochę sama odkrywałam. Potem dostałam od Inu dwie płyty, które jeździły ze mną przez Polskę wzdłuż i wszerz.

W międzyczasie całusowe piosenki towarzyszyły mi w różnych intymnościach, a ichnich słów używałam, gdy nie miałam swoich. Nigdy byście nie uwierzyli, jaki sentyment mam na przykład do piosenki Hrabal ("Prześcieradła, nie zawsze przypadkiem plamione?", "w przesikanych spodniach, z zaschniętym pawiem we włosach").

Od dłuższego już czasu (liczmy w latach) polowałam na ich koncert. I dziś się spełniło. W ostatnim przedaudytowym dniu urwałam się z pracy raptem o 19, by przed 20 znaleźć się w przytulnej piwnicy Pióra Feniksa. Niewyobrażalna radość ze śpiewania znanych i odkrywania nieznanych kawałków. Poczucie bycia tak bliska, że aż trochę w. Niejaki Żuraw, który zarezerwował mi bilet, ale nie zapisał nazwiska, tylko pamiętał, że jakaś baba od smsa. Potem mnie kazał wykreślać, a jeszcze potem z czarującym uśmiechem dopytywał, czy się nie obraziłam o to wykreślanie, kiedy krzyczałam śmiejąc się do organizatorów: "nie wykreślać! ja zostaję!".

Na koniec jeszcze zaśpiewali mi "Zburzenie baru" (<3), na jeszcze bardziej koniec - beskidzkiego źrebaka (<3<3<3), pozyskałam legalne płyty (3!) i odebrawszy od Buby dwa niemetaforyczne całusy udałam się w noc cieszyć spełnionym marzeniem. Czasem życie ma sens.

 

*Słodki Całus od Buby

01:44, martuuha
Link Komentarze (7) »
wtorek, 11 listopada 2014

Weekend spędziłam w domowych pieleszach z całą rodziną. Pretekstem imieniny Protoplasty, ale i cztery dni wolnego. Z odgłosem tupotu małych nóżek w charakterze jednostajnego akustycznego towarzystwa.

Ach, prawda, przecież nie cały weekend tak. Piątek był jeszcze poznański - z koleżankami z pracy na "Single i remiksy" (całkiem udany i nawet zabawny). Potem jeszcze z jednymi znajomymi jedno piwo i kupa śmiechu. A z kolejnymi kolejne piwo i choć planowałam nie za późno zwinąć się do domu, to, zwyczajowo, wciągnęłam się w sensowne dysputy (jak to na ogół z Tysiovą bywa). Pycha. Kładłam się o 3, jak już dawno nie.

Weekend domowy pół na pół - trochę przy garach, trochę uczciwego byczenia. Wciąż listopad nas rozpieszcza, to miłe, zwłaszcza, że nie mam jeszcze koncepcji odśnieżenia bryki gabarytami przypominającej podręczny czołg. Zwierzaki jednak nie dają się zwieźć pozorom, kumulują tłuszczyk, napuszają futro i szukają dogodnych pozycji (co widać na załączonym obrazku).

W drodze do Poznania trafił mi się jeszcze pyszny koncert Groniec z piosenkami Osieckiej. Retransmisja z Pamiętajmy o Osieckiej. I już mam lęki, że nie wydadzą tego na płycie. A szkoda by było. 

Ach! Jeszcze jedno - Wnuczkę do orzechów da się czytać. Znacznie lepsza niż McDusia. Nadal musierowiczowa w wyrazie, wiadomo, ale trochę mniej wkurwia moralizatorskim tonem i oderwaniem od rzeczywistości. 

21:38, martuuha
Link Komentarze (5) »
wtorek, 04 listopada 2014

Chyba wciąż jeszcze nie jestem dość dorosła, bo znów dopadają mnie rozczarowania. A przecież nie doznaje rozczarowań ten, który nie oczekuje od świata zbyt wiele.

Pozostaje pytanie, czy oczekiwałam faktycznie "zbyt wiele", ale najwidoczniej tak. Znów prztyczek w nos, znów "to nie tak, jak myślisz", znów skończyło się, choć miało trwać. Może nie wiecznie, ale jeszcze jakiś czas. Jednak nie.

Mam nadzieję, że gdy kiedyś dorosnę, będę miała odwagę jasno powiedzieć "nie chcę", zamiast mnożyć wymówki w stylu "chciałbym, ale nie mogę, bo Golfsztorm skręcił o pół stopnia na północ", bo to jednak słabe jest i jakoś mało stylowe.

20:51, martuuha
Link Komentarze (11) »