albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
czwartek, 28 listopada 2013

Tylko dzięki uprzejmości koleżanki Waterloo (kwiatki, całujęrączki, padam do nóżek) wiem, że mamy dziś trochę okrągłą, bo 95. rocznicę dekretu Marszałka, nadającego kobietom prawa wyborcze. Dalibóg nie wiem, dlaczego szkoła o tym nie uczy. Zwłaszcza, że szkoła była pod szlachetnym Marszałka patronatem.

Grzechem byłoby jednak takiej okazji nie wykorzystać.

O feminizmie słów kilka. 

Taki czas, że feminizmu się uczę. Szczęśliwie mam niezłych nauczycieli. I to takich, co pokazują mi, "jak żyć, panie premierze, jak żyć". Ale i, paradoksalnie, w dyskusjach tu i ówdzie pojawiają się przepełnione szowinistyczną bucerią głosy. I czasem podejmuję wyzwanie i wchodzę w dyskusję, bo wciąż jeszcze tli się we mnie naiwna myśl, że "warto rozmawiać". I to też jest niezła szkoła.

Feminizm budzi emocje. Do partnerstwa, czy równouprawnienia można się w towarzystwie przyznać (od biedy). Ale feministka? Fu, to takie brzydkie słowo. Fu, wąsik, nieogolone pachy i tłuste włosy. Fu, ja przecież lubię mężczyzn.

I w tym miejscu z pomocą przychodzi mi bieżąca lektura. Polecana najpierw przez tandem Trochę Kurtury, a potem też przez wspomnianą Waterloo (tu i tu).

Więc oto szybko sposób, żeby sprawdzić, czy jest się feministką. Włóż rękę do majtek.

Pytanie numer jeden: Czy masz waginę?
Pytanie numer dwa: Czy chcesz o niej decydować?

Jeśli odpowiedziałaś twierdząco na oba pytania, to może sobie pogratulować! Jesteś feministką.

Proste? Proste. To lecimy dalej: 

Bo musimy przywrócić słowo "feminizm". Bardzo potrzeba nam powrotu słowa "feminizm". Kiedy podano statystyki, że zaledwie 29 procent amerykańskich kobiet - i tylko 42 procent brytyjskich - określiłoby siebie mianem feministek - pomyślałam sobie: "Czym waszym zdaniem jest feminizm, drogie panie? Która część >>wyzwolenia kobiet<< wam się nie podoba? Prawo do głosowania? To, że nie jesteście własnością mężczyzny, który się z wami ożenił? Kampania na rzecz zrównania płac? Vogue Madonny? Dżinsy? Czy te wszystkie przywileje DZIAŁAJĄ WAM NA NERWY? A może po prostu byłyście PIJANE PODCZAS WYPEŁNIANIA ANKIETY?" (...)

Bo bez względu na to, ilu ludzi będzie znieważać słowo "feminizm" i wyrzekać się go, wciąż jest ono nam niezbędne. Żadne inne się nie nada.

I jeszcze, dla pełnej definicji:

Czym jest feminizm? Feminizm to nic innego, jak przekonanie, że kobiety powinny cieszyć się taką samą wolnością jak mężczyźni, bez względu na to, jak bardzo są stuknięte, tępe, naiwne, źle ubrane, grube, łysiejące, leniwe i zadowolone z siebie.

Polecam tę książkę z absolutnym przekonaniem, że warto, a nawet należy. Połknęłam ją w dwa dni, dziś towarzyszyła mi w drodze na rekrutację, dając też chwile szczerego nad lekturą rechotu (i na to są stosowne cytaty, ale może nie dziś ;)). W głowie układała mi się coraz dłuższa lista krewnych i znajomych, którzy powinni ją przeczytać. Ale prawda jest taka - wszyscy powinni. I proszę się nie bać - temat wprawdzie ważki, ale potraktowany bardzo zręcznym piórem oraz, co nie do przecenienia, poczuciem humoru. 

Caitlin Moran "Jak być kobietą"

ps.

Nad okładką się już pastwić nie będę, bo suchej nitki pozostawić bym nie pozostawiła. Podobnie nie przemawia do mnie tytuł, zwłaszcza, że po wklepaniu w wyszukiwarkę allegro wypluło mi na pęczki poradników w stylu: jak być piękną, młodą i bogatą. W weekend. Bleeeh.

21:46, martuuha
Link Komentarze (5) »
środa, 20 listopada 2013

Jak to mądrze umówić się na rozmowę kwalifikacyjną na 15. Bardzo mądrze. Zwłaszcza, jeśli człowiek (czy inna żaba), korzysta z jednego z niewielu błogosławieństw bezrobocia, tj. żyje zgodnie ze swoim własnym zegarem. A zegar ów mówi, że 2 w nocy jest świetną porą na prucie swetra, czytanie książki, oglądanie serialu, blablabla. Że 3 w nocy jest godziną, kiedy można pomyśleć - a może poszłabym spać? Gdzie pobudka przed 10 jest możliwa jedynie na honorowe oddanie moczu. 

W obliczu powyższych faktów ucieszyłam się propozycją spotkania o 15, i to w fabryce oddalonej raptem kilka kilometrów od mojego aktualnego miejsca stacjonowania. (Zupełnie inaczej niż na wizję stawienia się na rozmowę o 11 rano, w mieście oddalonym o kilometrów ponad trzysta.) Bo to i się człowiek wyśpi, co ma niebagatelny wpływ na stan ducha, twarzy i błyskotliwości. I makijaż zdąży zrobić, i koafiurę. 

No więc z zupełnym spokojem przygotowuję ci się ja na tę rozmowę, po czym prawie dochodzi 14, ja już w pełnym rynsztunku, bo lubię być wcześniej, zaparkować i w ogóle, jeszcze po drodze w kiosku tylko podkolanówki, bo to wiadomo, zawsze nie ma jak mają być, już mam prawie wychodzić, gdy nagle i wtem: PORTFEL! A dokładniej: brak portfela. Oczywiście jeszcze wczoraj był. Wiem, bo gmerałam w nim w poszukiwaniu drobnych na tacę. I od tego czasu nie wychodził z mieszkania, ani nikt tu nie wchodził, czyli musi gdzieś być. I dalejże z tym makeupem, z tą koafiurą, rzucać się, do kuchni, do lodówki, do szuflady na pieczywo, do zamrażalnika, do pralki, do kosza na brudy, do szafy, komody, drugiej, drugiej szafy, torebki, trzeciej torebki, łóżka, pod łózkiem, w pościeli, w drugiej, znów do kuchni, lodówki, do dziesięciu toreb zakupowych, do spodni, kurtki, swetra (po co, skoro bez kieszeni?), szafy, torebek, szuflad, pościeli, drugiej pościeli, wypranej pościeli, brudnej pościeli. Nie ma. Myślałam, że się zawścieknę. Wygmerałam z kieszeni jakieś 2 złote, trochę mało, trudno, uznałam, że pójdę na rozmowę boso, spodnie długie, może nie zauważą. Ale może jeszcze raz za łóżkiem? JEST!

Tak to zrelaksowana, wypoczęta i przepełniona poczuciem obfitości udałam się w podskokach zdobywać świat.

15:23, martuuha
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 18 listopada 2013

Do Ludzi dobrej woli. Do wolących dobro Ludzi. Do tych, którzy wierzą w dobra rozmnażanie.

Szczegóły Robótki 2013, na co, po co i dlaczego, a przede wszystko - dla kogo - u Bebeluszki, acz zobaczycie tę kulę śniegową na wielu zaprzyjaźnionych blogach. 

I żeby mi było bez wymówek! Do Robótki! :)

18:57, martuuha
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 listopada 2013

Z dzisiejszego koncertu najbardziej zapamiętam (poza upiornym smrodem sąsiada wysyconego przetrawionym etanolem od suchych pięt po rozdwojone końcówki włosów) jak uderzyło mnie tych kilka, znanych przecież, a przegapianych dotąd wersów: 

nawet jeżeli nie wiesz, co powiedzieć
nie znaczy to, że nie masz
nic do powiedzenia
nawet jeżeli nie wiesz, co masz robić
nie znaczy to, że nie masz
nic do zrobienia
nawet jeżeli nie wiesz, co się nie dzieje
nie znaczy to, że możesz
tracić nadzieję
02:00, martuuha
Link Komentarze (8) »
piątek, 08 listopada 2013

Co ja z nią mam, to przechodzi ludzkie pojęcie! Najpierw tonem władczym i nieznoszącym sprzeciwu zarządza: "stanowczo proszę przybyć".* Ja jestem pokorne cielę i się w zbędne dyskusje nie będę wdawać, bo jeszcze bym oberwała. Cośtam pisknęłam, ale pogodziłam się z losem i uwzględniłam w procesie wyprowadzkowym i przystanek Śląsk.

[Na marginesie muszę nadmienić, że całą trasę Kraków-Ona pokonałam BEZ GPSA i tylko jeden malutki razik błądnęłam, ale zaraz się połapałam i nawróciłam na właściwe tory. Swoją ścieżką z czego mi teraz ta radość i duma, skoro przestaję mieć do niej po drodze, to ja nie wiem, doprawdy.]

No więc rączo popylam k'niej, po drodze rozdziawiam paszczę na widok pięter (PIĘTER!), co to jej pod okiem budują z zapałem przodowników z poprzedniej epoki (fuje! fubrawce! fwołocze!). Dzwonię radośnie domofonem. Głucho. Czekam, czekam, czekam. Doczekuję się, melduję radośnie: "przyszłam na obiadek" (co jak wiadomo w pewnych kręgach jest hasłem otwierającym drzwi i serca) i wprawdzie drzwi mi otworzyła, ale że kotami poszczuła to też muszę nadmienić. Na szczęście - nieskutecznie (ojtam, Karol ugryzł mnie raz. To się nie liczy. Czy tam dwa razy.). Szczucie kotami się nie powiodło, więc wychynęła i gospodyni - z rozwianym brakiem loków i na pół naciągniętą pończochą. Gdyby naciągała na twarz to pomyślałabym, że napad, ale w tej sytuacji nie wiedziałam, co myśleć, na szczęście wszelkie wątpliwości wyjaśniła mi rzeczona: "wystroiłam się! żeby nie było, ja też potrafię!". Przyznać muszę, że owszem, potrafi. Chociaż coraz mniej ma do strojenia, czym nie omieszkała się pochwalić ("o tu, patrz jak mi portki wiszą, no patrz!") wzbudzając uzasadnioną zawiść w piszącej te słowa, której portki na afrykańskiej dupie trzymają się z podziwu godnym uporem.

Potem jeszcze z błyskiem szaleństwa w oku kompletowała opowieści, które miały być klarownym dowodem na to, że ma w mózgu jakąś dodatkową bruzdę, albo brak bruzdy, w każdym razie z pewnością odwrotnie niż cała reszta. Potakiwałam, no bo co innego w takiej sytuacji? Co wy byście niby zrobili? Kłócili się? A juści!

Co jeszcze?

Tym razem obyło się bez opluwania salonu (choć nie mogę powiedzieć, że nie było czym, oj było, jak było!), żeby jednak dopełnić niszczycielskich rytuałów zadeptałam jej trawnik. Niech ma zadeptany! Sama sobie winna, skoro na schodach zaparkowała swym czołgiem.

~~

Wszystko kłamstwo, albo wszyscy kłamią, a prawda jest taka, że mi z nią dobrze, że aż się sama z trudem kopsam w dupę (afrykańską, to akurat prawda), żeby jej nie przyrosnąć do fotela, w charakterze ekspozycji stałej, bo na czwartego kota to mimo obfitości futra chyba się nie nadam. A szkoda, być u niej kotem, to byłby los! Muszę jeszcze wiele dobrego w życiu zrobić, żeby na takie zasłużyć następne wcielenie.

*w przypływie dobrego samopoczucia pomyśleć bym mogła, że tak mnie lubi, ale nieeeee, ona mnie najzwyczajniej w świecie używa w charakterze straszaka! "Posprzątaj ciuchy!" "A co? Marta znowu przyjeżdża?". Zuzka musi mnie nienawidzić.

00:24, martuuha
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2