albo się nie uda...
Kategorie: Wszystkie | gorzki | mdły | słodki | słodko-kwaśny | słony | w pięciu smakach
RSS
środa, 30 stycznia 2019

Parę dni nad morzem. Cudnie, ale tak krótko. No i nie był to leniwy odpoczynek. Intensywny czas z rodzinką. Dużo łażenia, z wózkiem. Wróciłam ze zmęczonymi nogami. Zdrowo.

Dziwnie było jeździć przez Trójmiasto, wszędzie mieć wspomnienia i flashbacki, a żadnych planów na spotkania. Nawet nikomu nie przyznałam się, że będę, bo i tak nie było kiedy. Ale jednak. Dziwnie bardzo.

Za to inna sprawa. Chardonnay frizante z Lidla. Poza przyjemnymi, rześkimi bąbelkami, dało mi także przemiłe pytanie kasjerki o to, ile mam lat. Bo nie była pewna. A dodajmy, że zdarza mi się to raptem trzeci raz w życiu (takie pytanie, a nie wino). Oraz, że w ostatnich miesiącach przyrost siwych włosów postępuje geometrycznie, a ja byłam po całym dniu podróży.

Trójmiasto, jakże cię nie kochać?

A tymczasem już normalny tydzień pracy, obowiązków sporo. Do wakacji roboty huk, więc wracam z pracy i siadam do pracy. Chyba że nie. Wtedy szukam kogoś, kto by mnie kopnął w zadek, żeby do tej pracy jednak.

20:22, martuuha
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 stycznia 2019

ciszej

10:48, martuuha
Link Komentarze (4) »
środa, 02 stycznia 2019

W prezencie dla siebie samej postanowiłam kupić sobie pierścionek.

Taki, który zachwyca mnie od wielu lat. Długo miałam go z ulubionych, żeby na pewno nie zgubić, nie zapomnieć. A dziś się przeraziłam, że zgubiłam, zapomniałam, bo te ulubione, to były na... zlikwidowanej DaWandzie (facepalm). Ale trochę rycia po spamie, historii, korespondencji i znalazłam. I nie chcę już nigdy zgubić. Chcę go mieć. Jeszcze nie zdecydowałam z jakim oczkiem. Pewnie zanim wybiorę, zanim powstanie, to minie czasu, a czasu. Ale decyzja.

Przedziwna decyzja, zważywszy, że prawie nigdy nie noszę biżuterii. Wczoraj szukając po skrytkach drobnych na tacę, trafiłam na pierścionek. Duży z koralem o nieco chropowatej powierzchni. Dostałam go od Taty. Tzn nie tak, że wpadł na taki pomysł, wybrał, kupił i ofiarował. Ale słuchał, jak rozmawiam o nim z Mamą, opowiadałam, że bardzo mi się podoba, i że chyba sobie kupię. A on - to ja Ci go kupię. Będzie ode mnie. I jest. 

Na mojej dłoni dziś cały dzień.

22:58, martuuha
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 31 grudnia 2018

Kocyk, piżama, szlafrok, ciepłe skarpety.

Szklanka cydru. Chipsy - nawet otworzyłam, ale jakoś nie mam ochoty.

Miał być netflix, a jest m jak miłość, guilty pleasure. 

~~~

Miałam być dziś na niedużej, swojskiej imprezie. Jeszcze przed świętami się na nią cieszyłam i naprawdę miałam ochotę, co przecież do mnie tak niepodobne. Ale przyszły święta, a ja schowałam do skorupy i chcę w niej jeszcze trochę posiedzieć. Sama.

~~~

Pod ręką kalendarz, a ja mam blokadę, żeby się nawet myślą nie zbliżyć do podsumowania tego roku. Tak bardzo się boję.

Styczeń, gdy fajrant pracy w Hey, U, korpo, które przygarnęło mnie, przeżuło i wypluło na wycieraczce poradni zdrowia psychicznego. (oraz Donostia i nowa życia rola - madriny)

Luty, gdy ze strachem i trochę radością zaczęłam nową pracę. I drugą nową pracę też. 

Marzec, gdy już tak bardzo się bałam, gdy szpitale, SORy, telefony do lekarzy, hospicjów, i przyjaciół. Wariowałam ze strachu i niemocy. Do dzisiaj mam poczucie, że nie zrobiłam wszystkiego, że trzeba było... nie wiem, co. Coś.

Kwiecień, gdy śmierć wcale nie okazała się końcem kłopotów ze zdrowiem.

Maj, gdy trzeba było wrócić do życia, a tak bardzo nie wiedziałam jak. Maj, gdy odkryłam w sobie zwierzęcy skowyt.

Czerwca nie pamiętam.

W lipcu znów zostałam chrzestną. I nic więcej nie pamiętam. Było gorąco.

Sierpień z weekendem na kajakach, całe moje tegoroczne wakacje, i rocznicą wesela nad jeziorem.

Wrzesień, gdy Mama spadła z tarasu i nie pojechałyśmy na wakacje.

Październik? Nie przypominam sobie.

Listopad? Nie rozumiem.

Grudzień? Pierwsze Święta. A ja wciąż czekam, aż On wróci. Oraz odkrywam, że inna, lepsza, prawdziwsza, pełniejsza żałoba, może już nigdy nie przyjść. Może innej żałoby niż ta moja, taka niedoskonała, niegodna, powstrzymywana, że innej żałoby może już nigdy nie być. I boję się tej myśli.

~~~

Wczoraj powiesił się mój nauczyciel muzyki z podstawówki. Ważny człowiek dla nastoletniej Marty. Najpierw szok, niedowierzanie, straszny smutek, to był młody facet, jeszcze nie miał pięćdziesiątki. A dziś słyszę, że to dlatego, że zostawiła go kochanka. I jestem wściekła. I nie umiem tego wytłumaczyć. Taka głupia, niepotrzebna śmierć.

~~~

2018 sprawił, że w mam w życiu mniej ludzi.  

Tata nie żyje, a Tomasz niegdyś przyjaciel, chyba postanowił się z tej roli wymiksować. 

A jak tak dalej pójdzie, to stracę następnych, i to z własnej winy. (Emila, przepraszam, daję dupy, i nie umiem... nie ogarniam. Przepraszam. Nawet nie umiem obiecać poprawy.)

~~~

Puenty nie będzie.

~~~

W 2019 chcę pojechać nad Dadaj. Raczej sama, chyba że... Ale raczej sama.

23:03, martuuha , gorzki
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 grudnia 2018

Mam już wszystkie świąteczne prezenty. Większość z nich zamówiłam jeszcze w listopadzie i zasadniczo trochę pękam z dumy, więc opowiadam o tym każdemu, kto chce posłuchać. Oczywiście zamawiane przez internet, więc kilka kursów po paczkomatach i generalnie jestem ustawiona.

Ale. 

Ostatnim z prezentów - fotoksiążka (nie mówcie Mamie), więc konieczne odwiedziny w centrumie handlowym. Dziś, czyli jeszcze nie największy szał, ale już dzwoneczki i tym podobne.

A potem taka scena: jedna baba napada drugą babę, bo ta baba ukradła ze stoiska z "tradycyjnymi wyrobami" garść oliwek; tak na chama ręką z otwartego drewnianego wiaderka, rozsypując przy tym ileś na posadzkę. Więc ta pierwsza, w fartuchu, więc pewnie z obsługi, na tę drugą napada, wrzeszczy i z pięści jej te oliwki wydziera.

I przypominam sobie doskonale, dlaczego nie chodzę do centrów handlowych w okresie przedświątecznym.

11:17, martuuha
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51