albo się nie uda...
Blog > Komentarze do wpisu

czekam na wiatr

Chciałabym nucić za Kasią N., że to pierwszy taki rok, gdy do normy wraca mi puls. 

Nie wraca. Herzklekoty mają się dobrze, dziękuję. Zapasy mieszanki kozłka, chmielu, melisy i męczennisy wręcz przeciwnie - maleją. Kolejny taki styczeń, kiedy wszystkiego brakuje mi tak bardzo, że oddechu też. Tylko łez w nadmiarze. Nie wiem, czy wtedy kończy mi się tolerancja na zimową ciemność, czy też okoliczności mi to robią, że akurat w styczniu padam na twarz, w błotną kałużę żałosnych łez.

Sześć lat temu, w styczniu, wróciłam z urlopu, a trzy dni później pracy miałam już tak dość, że w sekundzie podjęłam decyzję, że nie pójdę do niej nigdy więcej. Pięć lat temu Rodzice za uszy wyciągali mnie z bagna mamiąc wizją słonecznych wakacji. Znów rzucałam pracę. Cztery lata temu uciekłam z fejsbuka, żeby nikt nie patrzył, jak płaczę. I żeby nie patrzeć na ludzi, którzy nie płaczą. Trzy lata temu zaczęłam właśnie wymarzoną pracę, co zachwiało trochę algorytmem nieszczęśliwych styczni. Dwa lata temu o tej porze trafiłam do specjalistycznej poradni, prosząc o syntentyczny święty spokój. Rok temu, zdrowa jak koń, poprosiłam o tydzień zwolnienia od życia, i tylko trochę walczyłam z wyrzutami sumienia, że oszukuję. I że ktoś zawoła "sprawdzam!", a wtedy wyda się, że nie jestem chora, tylko nie umiem żyć.

...

Nie pomaga pomyśleć, że inni mają gorzej i że w obliczu nieszczęść tego świata nie wypada mi się nad sobą użalać. Nie zrobicie tego lepiej ode mnie: sama skutecznie dowalam sobie argumentami z rozumu, że przecież jestem zdrowa, mam ciepło, gdzie spać i co jeść, i o co ci do cholery chodzi. 

...

Za stary, żeby ciągle się pytać: "dlaczego?"
Zbyt młody, żeby wszystko przyjmować ot, tak.
Gdzieś być musi odpowiedź, wciąż szukam i wierzę.
Czekam na wiatr

poniedziałek, 16 stycznia 2017, martuuha

Polecane wpisy

  • myślodsiewnia

    Każdego dnia przybywa przestrzeni i płaszczyzn, w których tak bardzo rozbiegam się między tym, co jest, a co mi się wydaje. Z naciskiem na to, jaka jestem, a ja

  • blogurodzica

    11 lat. Cie florek... Zastanawiam, co zmieniło, a co nie zmieniło przez ten czas. Wtedy - w nocy, dziś - w środku dnia. Ale i wtedy i dziś - w Poznaniu, w tym s

  • podsumowanie

    Drugi rok z rzędu, kiedy udało mi się zrealizować noworoczne postanowienia. Może dlatego, że były tylko dwa, a może dlatego, że jakoś realniej patrzę na swoje ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/01/16 21:38:22
:*
Może to tylko coroczny "blue monday"?
-
2017/01/17 07:54:43
stycznie są wredne, wredniejsze nawet od grudni. Bo święta minęły, i nowy rok, a tu dupa, nie ziściło się żadne z pragnień, nawet to najbanalniejsze o śniegu na święta. Zimno, chlapa, szara, obskurna rzeczywistość i nic, ale to absolutnie nic na pociechę. Bo do wiosny i słońca za daleko. Lub za drogo. Ciemności. Człek się kotłuje sam ze sobą bo nawet jakby chciał uciec to na zewnątrz bryndza.
Wiem, Martuucho, wiem...
-
Gość: Anet, *.dynamic.chello.pl
2017/01/28 00:38:22
To cztery lata?